Archive for Sierpień, 2009
O mnie, cz. II.
W blogach z reguły jest takie miejsce, gdzie piszący pisze o sobie. Ja napisałam już, że jestem dyplomowaną wizażystką i że bardzo lubię to co robię. A co jeszcze? Wciąż się czegoś uczę, studiuję, czytam i rozwijam się w różnych kierunkach. Kocham książki, czytać i kupować. Chociaż regularnie sprzątam i porządkuję – wokół mojej części łóżka wciąż są stosy książek i gazet. Bluszcz, Grisham, Zwierciadło, Naomi Klein, podręczniki do socjologii, xera, Vogue, Allende i wiele innych poprzekładanych wyborczą, zeszytami i notatkami. A kiedy nie mam już ochoty czytać, ani myśleć nad partyjką scrabble online to oglądam kolejny odcinek Desperated Housewives, Lost, House M.D. albo jakąś komedyjkę romantyczną. Ulubiona? Oczywiście Love Actually i Notthing Hill.
Kiedy zakładałam tego bloga wiedziałam, że będę się musiała cofnąć do tyłu i systematycznie opisać co się działo. Dzisiaj „wyszłam na prostą”. Od września pisać już będę na bieżąco. A dzisiaj jeszcze, w ramach zaległości pokazuję zdjęcia, które dostałam popołudniu od Bartka Koszowskiego, z sesji w Żyrowej.


Ida i Piotr.
W piątek, 28 sierpnia, podsuwałam pomysły do ujęć w sesji zdjęciowej przyszłych rodziców Lilki – Piotra i Idy. Bez słowa marudzenia poddawali się wszystkim pomysłom


Julita, cz.II.
Zwykły, bardzo stary kapelusz mojego pradziadka dodał niezwykłego „smaczka” końcówce sesji z Julitą. Ania Gołąb była nim oczarana i jak ją znam to pewnie będzie chciała jeszcze go wykorzystać


Julita, cz. I.
Wtorek, 25 sierpnia – na ulicy Mariackiej, siedząc w letnim ogródku jakiejś knajpki malowałam Julitę, śliczną modelkę o delikatnej, dziewczęcej urodzie.

Ania, moja ulubiona chorzowska fotografka
miała pomysł na pokazanie Julity w czerni, z mocnym makijażem. Taki trochę glam-rock przełamany pięknymi różami wpiętymi we włosy.


Kasia z Pilchowic.
Ostatnią niedzielę, tj. 23 sierpnia, spędziliśmy w Pilchowicach, gdzie mieliśmy z Dawidem ogromną przyjemność współpracować z Kasią. Ma ona nie tylko wyśmienitą figurę, piękną buzię ale także doskonale pozuje. Kasia ma już doświadczenie w pozowaniu, od jakiegoś czasu stawia pierwsze kroki w wizażu.

Zrobiłam Kasi trochę ekstrawagancki makijaż wieczorowy, czarno – srebrny. Nasza modelka ubrała odpowiednie ciuchy i oto efekty:

W plenerze Kasia miała już makijaż delikatniejszy, a ona sama wyglądała baaardzo dziewczęco i uroczo.


Moje ulubione kosmetyki, cz.II.
Makijaż bez podkreślenia oka rzadko wygląda dobrze. Jest kilka sposób na to aby oko dobrze wyglądało. Jednym z najskuteczniejszych jest ładna kreska, która zagęszcza optycznie rzęsy i sprawia że oczy stają się bardziej wyraźne. Można zastosować eyeliner, kredkę czy po prostu zrobić kreskę za pomocą ciemniejszego cienia. Ja najczęściej stosuję eyeliner, a moimi faworytami są: Cake Eye Liner w kompakcie, do stosowania na mokro, firmy Kryolan oraz eyeliner z pędzelkiem L’oreala. Całkiem fajny (i za niewielkie pieniądze) jest eyeliner w pisaku Oriflame. Z kredek moim absolutnym numer jeden jest czarna Lancome. Trwała, nie rozmazuje się i świetnie rysuje. Brązową kreskę eyelinerem wykonuję bardzo rzadko – stosuję wtedy Intense Eye Liner Oriflame.

Ciężarówka.
Ciąża to dla wielu kobiet najwspanialszy okres w życiu. To niesamowite, kiedy czuje się jak powstaje nowy człowiek. Wspaniale jest odczuwać jak rośnie, przeciąga się, porusza. Cudownie jest głaskać się po brzuszku i wyobrażać sobie jak będzie wyglądać.
Zdjęcia z tego okresu są wspaniałą pamiątką. Bardzo się ucieszyliśmy gdy udało się nam namówić Idę na sesję. W zeszłym roku, w sierpniu, Dawid robił Jej i Jej mężowi zdjęcia ślubne. Jeszcze nie przypuszczali wtedy, że za niespełna rok będzie kolejna okazja do sesji.
14 sierpnia wybraliśmy się z Idą wcześnie rano do Chorzowskiego Parku. Planowaliśmy, że większość zdjęć zrobimy w Rosarium, ale okazało się, że akurat tego dnia pracownicy spryskiwali ogród jakimiś chemikaliami i wstęp był wzbroniony. Ale to nie przeszkodziło nam w realizowaniu naszych koncepcji.


Później, w studiu, zrobiłam Idzie bardzo delikatny make-up i pożyczyłam dwie bluzki (Dorothy Perkins). Zielony i żółty ładnie harmonizuje z jej ciepłą urodą.

Sesja zaowocowała szeregiem zabawnych zdjęć, do obejrzenia których zapraszam do galerii.
Pałac w Żyrowie.
11 sierpnia w Żyrowej brałam udział w świetnej sesji zorganizowanej przez Bartka Koszowskiego. Zdjęcia były robione na terenie starego, zniszczonego pałacu. Poniżej jego zdjęcie od frontu (ze strony http://picasaweb.google.com/aadamczyk1)

Dzień nam minął nie wiadomo kiedy. Kolejne makijaże, upinanie włosów (Karolina ma cudowne, dłuuuugie włosy), chodzenie po komnatach, ustawianie blendy, sypanie starych liści oraz wspinanie się na dach wypełniły nam czas od 10 do 16. Dziewczyny – Marzena i Karolina stanowiły do pewnego stopnia swoje przeciwieństwa. Karolina bardzo delikatna, dziewczęca. Biała sukienka i rozpuszczone lub spięte w warkocz włosy podkreślały jej kruchość. Marzena z kolei pewna swojej kobiecości i seksapilu, miała krótką, seksowną sukienkę, pończochy i wyzywający makijaż.


Po przeglądzie przywiezionych przez dziewczyny ciuchów okazało się że obydwie mają niemal identyczne sukienki.

Niestety wyjeżdżaliśmy z tamtąd z poczuciem, że nie wykorzystaliśmy nawet w 50% potencjału tego pięknego miejsca. Wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni i umówiliśmy się na następną sesję, tym razem w strojach z epoki .
Fryzjer mimo woli, cz. I.
Kiedy już gotowy jest makijaż, wiadomo co modelka ma na siebie założyć i jaka jest mniej-więcej koncepcja sesji, to aż się prosi aby „coś zrobić z włosami”. Szczególnie gdy modelka ma długie, fajne włosy, które można ciekawie i ładnie ułożyć. Dlatego też w moim kuferku zawsze znajduje się grzebień, sporo wsuwek i lakier do włosów.
Poniżej Ania, Aklunka:

Tutaj upięcie Kasi:

Natalia:

Karolina:


Marzena:

The Winner Takes It All.
To jedna z moich ulubionych, ckliwych piosenek. Wzorując się na osobie Agnethy zrobiliśmy z Dawidem 9 sierpnia sesję w stylu lat 70. Tym razem nasza modelka była z Zabrza. Dotychczas dziewczyny na sesję zjawiały się co najwyżej z jednym, dwoma ciuchami – Kasia przywiozła całą walizę. Była też pierwszą modelką, która przyniosła ze sobą coś na ząb i soki Dziewczyny z którymi pracuję są początkującymi modelkami, o niewielkim z reguły doświadczeniu. Zachowują się jednak często jak królewny które się po prostu zjawiają na sesji i oczekuję że wszystko będą miały za ładny uśmiech. A czasami wystarczy po prostu „dziękuję”. Kasia okazała się kobietą z klasą. Bez fochów, skromna, naturalna, była po prostu sobą.
Ciuchy do stylizacji na lata 70 wygrzebałam z szafy. Wspaniałe białe spodnie (Moda Polska) należy kiedyś do mojej cioci, srebrne sandałki zachowała moja mama z lat swojej młodości. Również bluzki należały kiedyś do mojej mamy.
Jest to ogromny plus robienia sesji zdjęciowych w domu – zawsze można sięgnąć do szafy po bluzkę, szal, pasek czy biżuterię.
